POTOP: To zawsze tak powinno wyglądać!

Z Marcinem Kotem Bastkowskim, montażystą filmu „Potop Redivivus”, rozmawia Konrad J. Zarębski

 
 

- Po premierze „Ogniem i mieczem” pan Jerzy deklarował, że gdyby nie „młode pistolety”, to tego filmu by nie było. Te „pistolety” to ekipa od efektów specjalnych i montażyści. Więc jak się trafia do ekipy Hoffmana? 

- Przypadkiem. Przed „Ogniem i mieczem” robiłem reklamy, krótkie formy i marzyłem, żeby zmontować jakiś duży film. Wtedy wszyscy o tym marzyli, bo w Warszawie były raptem cztery studia montażowe. Pracowałem w jednym z nich, robiłem jakąś reklamę z Adkiem Drabińskim, wówczas współreżyserem „Ogniem i mieczem”, i z ciekawości zapytałem go, kto właściwie montuje ten film? W odpowiedzi usłyszałem propozycję, bym się za to wziął. Przestraszyłem się i odmówiłem. Ale ta myśl nie dawała mi spokoju, po dwóch miesiącach zadzwoniłem do Adka. Okazało się, że trwa właśnie konkurs na montażystę. Dostałem do zmontowania jedną scenę, podobnie jak Czarek Grzesiuk. Ostatecznie wylądowaliśmy na montażu we dwóch. Było burzliwie, ale dobrze się skończyło – nagrodą w Gdyni. 


- Wygląda na to, że „Potopu Redivivus” nie mógł montować nikt inny… 

- Kiedy skończyliśmy pracę nad montażem filmu „1920. Bitwa warszawska”, pan Jerzy uśmiechnął się tajemniczo i powiedział: „My się jeszcze spotkamy”. Rok temu, kiedy dzwoniłem do niego z życzeniami urodzinowymi, znów zakończył rozmowę tajemniczo: „Jest coś do zrobienia, musimy spotkać się w montażowni”. Po miesiącu okazało się, że mamy skracać „Potop”. „Jak to?” – zdziwiłem się. „Odrestaurowali, ale ten film jest za długi – odpowiedział. – Ma wrócić do kin, będzie na DVD i Blurayu, więc trzeba go przystosować dla dzisiejszego widza. A poza tym jest tam parę rzeczy, które trzeba wyrzucić”.

 
 

- Wielkie wyzwanie… 

- Kiedy „Potop” wchodził na ekrany, miałem 4 lata, zobaczyłem go kilka lat później, w pewnym sensie jesteśmy równolatkami. Znam ten film, znam tych aktorów, a teraz przychodzi do mnie Hoffman i mówi: „Stary, musimy to skrócić”. Zrobiło mi się miękko w nogach, byłem pełen obaw: „Kurczę, przecież to można zepsuć”. To było coś innego niż przy „Ogniem i mieczem”: wtedy czułem, że dojrzałem, by podjąć takie wyzwanie. 

Pan Jerzy lubi opowiadać taką anegdotę. Pewien bogaty Żyd zapragnął wywiercić dziurkę w diamencie wielkim jak pięść. Tymczasem wszyscy szlifierzy mu odmawiali, aż znalazł mały, zapyziały warsztat, gdzie szlifierz przyjął zlecenie, zawołał czeladnika, kazał mu zrobić dziurkę i po chwili było gotowe. „Jak to możliwe – pyta Żyd. – Najwięksi odmawiali, a tu jakiś chłystek robi to na zawołanie!”. „Bo nie myślał - odpowiada właściciel warsztatu – że może zepsuć”. Dokładnie tak samo jak ja wtedy: nie myślałem, że mogę coś zepsuć. A teraz? Już wiem, że mogę popsuć wszystko. Wtedy miałem młodzieńczą odwagę, teraz odwaga pozostała, ale miałem też świadomość, że mam przemontować „Potop” – film gotowy, powszechnie znany i uznany, z nominacją do Oscara. Bałem się jak cholera! 

- Co pana przekonało? 

- Cóż, ten film jest w obiegu dystrybucyjnym od 40 lat, znają go chyba wszyscy Polacy. Ale czy znają w oryginalnym kształcie? Przecież po 1989 roku nikt go już nie pokazuje w kinach. Można go co najwyżej obejrzeć w telewizji albo na wideo. Trzeba jednak dodać, że przez te 40 lat nikt nie starał się poprawić jakości „Potopu”, wręcz przeciwnie – dziś znana jest wersja przystosowana do emisji telewizyjnej, przygotowana nie z negatywu, ale z kopii ekranowej, z fatalnego skanu, przycięta do formatu 4:3, w jakimś sensie zdegenerowana. Ale to ciągle film cieszący dobrą opinią, z nominacją do Oscara. 

- Czy więc nie wystarczyła sama rekonstrukcja cyfrowa? 

 - W Iluzjonie odbył się pokaz zrekonstruowanej cyfrowo wersji filmu: pięć godzin i 15 minut projekcji. W pewnej chwili ktoś zaproponował przerwę na kawę, potem drugą do toalety i w efekcie seans zakończył się po siedmiu godzinach. A przecież na sali byli Jerzy Hoffman, Jerzy Wójcik, profesor Tadeusz Kowalski i inni ludzie z Filmoteki, znawcy kina, przyzwyczajeni do dawnego sposobu prowadzenia narracji. Do tego kopia była w takiej jakości, jakiej nikt od 1974 roku nie widział. I mimo wszystko czuliśmy się zmęczeni.

 
 

- Zrekonstruowany cyfrowo „Potop” w wersji oryginalnej miał już swoją telewizyjną premierę. Pokazała go Telewizja TVN na Boże Narodzenie 2013. 

- Szkoda tylko, że nie zrobiono wokół tego należnego szumu medialnego, ta emisja przeszła niemal bez echa. A przecież efekt rekonstrukcji, dokonanej przez Filmotekę Narodową w ramach projektu Repozytorium Cyfrowe przy udziale węgierskiego Magyar Filmlabor, gdzie wykonano skanowanie negatywu, i Studia Produkcyjnego Orka, odpowiedzialnego za korekcję barw i rekonstrukcję dźwięku. Na finalny efekt złożyła się praca mnóstwa ludzi. To naprawdę perfekcyjna robota. Przepięknie to wyglądało, ale było dosyć męczące. 

- I co było dalej? 

- Kilka miesięcy później spotkaliśmy się w tym samym kinie w podobnym gronie, by obejrzeć wstępnie zmontowaną przeze mnie i Jerzego Hoffmana wersję trzygodzinną. Nikt nie chciał przerwy, a po seansie Jerzy Wójcik, który wydawał mi się najbardziej przywiązany do wersji pierwotnej, powiedział: „Nie wiem, coście zrobili, ale to wygląda tak, jak zawsze powinno wyglądać!”. Odetchnąłem z ulgą. 

- No i coście panowie zrobili? 

- Skróciliśmy „Potop” z pięciu do trzech godzin. To była niesamowita przygoda. Jak usunąć ponad dwie godziny filmu tak, by nic nie stracił na wartości, by nadal porywał jak oryginał w chwili premiery? Musieliśmy usunąć pewne wątki, inne skrócić, pewne sceny wyciąć, inne przestawić, by wszystko harmonizowało ze sobą. Najtrudniejsze momenty były w chwilach, gdy trzeba było skracać sceny dialogowe w długich ujęciach. Z jednej strony nie mogłem wyjść z podziwu dla aktorów – w „Potopie” nie ma nietrafionych ról – z drugiej musiałem dynamizować te sceny. Nie było to łatwe, zwłaszcza że muzykę i dialogi miałem na tej samej ścieżce dźwiękowej. Nieraz musiałem rozwiązywać skomplikowane równanie matematyczne: gdzie ciąć, gdzie wycinać, kiedy przyciąć muzykę pod dialogiem, no i jak to zrobić?

 
 

- Koronkowa robota… 

- Oczywiście, zanim jeszcze siedliśmy z panem Jerzym do montażu, wiedzieliśmy, co wyrzucimy na pewno. Najpierw wszystko sobie przedyskutowaliśmy, potem zrobiliśmy szybkie cięcia. Ale to, oczywiście, nie wystarczyło. Czasem trzeba było szukać miejsc, gdzie można coś skończyć, dopisać nową puentę. W jednej ze scen Kmicic i Oleńka prowadzą dialog chodząc po izbie: cięcie było możliwe tylko w chwili, gdy oboje zbliżali się do określonego punktu – tak, by skleić obraz w chwili, gdy ponownie znajdą się w tym samym miejscu. To, co zwraca uwagę montażysty, to długie ujęcia – wymyślony przez naszych filmowców sposób na oszczędzanie taśmy, której nawet dla „Potopu”, najdroższego filmu w historii PRL-u, brakowało. Na tych bardzo długich ujęciach rozgrywano także długie sceny dialogowe. Chylę czoła przed naszymi aktorami, podziwiam też pana Jerzego, który potrafił ich tak konsekwentnie poprowadzić. A teraz ja musiałem te ujęcia trymować. 

- A takie sceny, jak przemarsz wojsk szwedzkich, który jest metaforą szwedzkiego potopu? Wyleciała? 

- Jest, ale mocno skrócona, inaczej nie wytrzymałaby nowego tempa narracji. Podobnie jak inne sceny, na przykład, osadzanie kolubryny. 

- A konny popis Kmicica przed księciem Bogusławem? 

- Też skróciłem, ale tak, że udało się zachować wszystkie figury. 

- Co jeszcze ocalało? 

- Przede wszystkim, wszystkie dowcipy. Nie może być „Potopu” bez „Ociec, prać?”, bez „Waści szpakami musieli za młodu karmić” Zagłoby czy „Jam jest Roch Kowalski, a to pani Kowalska”. 

- A batalistyka? 

- W zasadzie cięliśmy wszystko, także batalistykę. Bywało, że wycięliśmy jedną scenę, a dwie, które pozostały, nie powinny ze sobą sąsiadować. Wtedy zmienialiśmy kolejność, szukaliśmy nowych puent, inaczej poprowadziliśmy niektóre sceny, skróciliśmy napisy. Kulminacyjna bitwa trwa w oryginale 12 minut, postanowiłem skrócić ją do ośmiu, zachowując wszystkie ujęcia. Zrobiłem nową choreografię pojedynków, poprzestawiałem niektóre sceny, ostatecznie wyciąłem jakieś 10 procent ujęć, ale całość skróciła się o jedną trzecią, nabierając odpowiedniej dynamiki. Udało się. Zresztą, przy batalistyce miałem więcej swobody, nie trzeba było pilnować dialogu, bo go tam nie było. Robiliśmy więc nowe sceny, wyszukując nowe puenty i podkładając inaczej muzykę, by utrzymać zamierzone tempo.

 
 

- Pojedynek Kmicica z Wołodyjowskim w deszczu to najlepsza scena szermiercza w polskim kinie. 

- Bardzo lubię tę scenę, jest jedyną, którą zachowałem w zasadzie nienaruszoną. Było to w pełni świadome: to mój hołd dla Zenona Pióreckiego – montażysty wersji oryginalnej, naprawdę świetnie zmontowanej. Ta minuta dla Pióreckiego to zarazem hołd dla wszystkich, którzy przy tym filmie pracowali. 

- Wyobraźmy sobie taką sytuację: „Potop Redivivus” wraca do kin, staje się przebojem z milionową publicznością, Jerzy Hoffman nabiera apetytu na przemontowanie „Pana Wołodyjowskiego” i „Ogniem i mieczem”… 

- Montowanie „Potopu” na nowo było trudne. Myślałem, że zajmie mi dwa miesiące, ale trwało cztery – z dużymi przerwami, bo ten film trzeba było zostawiać i do niego wracać. Na szczęście, cykl produkcyjny był taki, że mogliśmy sobie na to pozwolić. Czy chciałbym to powtórzyć? Chyba nie. „Pan Wołodyjowski” jest zupełnie innym filmem, inaczej się go ogląda. A już sobie nie wyobrażam powrotu do „Ogniem i mieczem”, czułbym się jak malarz, który przychodzi do galerii, gdzie wystawił swoje dzieło, i za każdym razem nanosi nowe poprawki… Mam nadzieję, że „Potop Redivivus” jest przypadkiem wyjątkowym i taka sytuacja już się nie powtórzy. 

(Fotosy z filmu „Potop Redivivus”: Filmoteka Narodowa, fotografia Marcina Kota Baskowskiego Agata Storer/Filmoteka Narodowa)

"Kino", nr 9/2014

 

Poradnik początkującego scenarzysty

Oto 15 tytułów, których scenariusze mogą stać się inspiracją nie tylko do zmiany stylu swego życia, ale - przede wszystkim – dobrą szkołą pisania scenariuszy. Każdy z nich zaznaczył się w historii kina, każdy też jest pióra klasyków współczesnego kina. Dla ciekawych lektury oryginałów – link do publikacji w sieci.

Dzień świstaka (Groundhog Day, Danny Rubin & Harold Ramis)

 

Fabuła: Telewizyjny prezenter pogody odkrywa, że budzi się ciągle tego samego dnia.

Niezwykły urok tej komedii wynika ze zręcznego scenariusza. Konstrukcja postaci sprawia, że stają się one niezapomniane, zaś struktura fabuły otworzyła drogę na ekran filmom o ludziach, którzy analizują każdy swój krok. Co więcej, pomysł na film prowadzi do ciekawej konkluzji i moralnego przesłania. 

Cięte riposty, wizualne gagi, dowcip słowny i sytuacyjny dają dodatkowo pole do popisu całej obsadzie, ale nie ograniczają się tylko do akcentów czysto komediowych. W przeciwieństwie do poprzednich filmów Ramisa gagi majhą znaczenie drugorzędne. Phil przeżywając ciągle od nowa dzień 2 lutego musi znaleźć sposób na przełamanie tego piekielnego cyklu. 

Przeżywanie ciągle tego samego może stać się do widza równie męczące jak dla bohatera, na wszelki więc wypadek twórcy przygotowali szereg niespodzianek, by jednak następujące po sobie takie same dni czymś się różniły. A poza tym film jest dowodem na to, że nawet w komedii inteligentnej ważne są przede wszystkim śmiech i odwołanie się do szerszej widowni.

http://www.dailyscript.com/scripts/groundhogday.pdf

Casablanca (Casablanca, Julius J. Epstein & Philip G. Epstein & Howard Koch)

 

Fabuła: Gdzieś w Afryce, na początku II wojny światowej, amerykański emigrant spotyka dawną kochankę, co ma określone konsekwencje.

To bez wątpienia jednak z najbardziej popularnych historii miłości w dziejach ludzkości. Scenariusz powstał na motywach sztuki „Każdy przychodzi do Ricka”, której wcześniej nie wystawiono, a scenarzystom pozostawiono wolną rękę: nikt nie przewidywał, czym ta historia może się skończyć. 

Autorzy dysponowali dobrze określonymi bohaterami, ich praca polegała na budowaniu fabuły wokół nich. Jej elementami stały się ich poglądy a także konflikty pomiędzy nimi – i sposób, w jaki do nich podchodzili, a także ich wspomnienia. No i miejsce, gdzie dochodzi do konfrontacji – mniej lub bardziej rzeczywista Casablanca. 

Było mnóstwo okazji, by wypróbować każde zdanie wypowiadane przez bohaterów, dialog jest tu bowiem podstawą narracji, obracającej się wobec poczucia starty i konieczności dokonania wyboru. Więcej – próbowanie nie miało końca: ostatnia kwestia filmu została dopisana trzy tygodnie po zakończeniu zdjęć i wymagała dokrętki. W rezultacie jesteśmy tak przywiązani do postaci, że budujemy własną wizję tej historii. A najciekawsze, że najbardziej znana kwestia związana z tym filmem „Zagraj to jeszcze raz, Sam” wcale w nim nie pada.

http://www.weeklyscript.com/Casablanca.txt

Obywatel Kane (Citizen Kane, Herman J. Mankiewicz & Orson Welles)

 

Fabuła: Po śmierci magnata prasowego, reporter próbuje rozszyfrować znaczenie jego ostatnich słów.

Arcydzieło Wellesa toczy się wokół życia zamożnego wydawcy Charlesa Forstera Kane’a. Film przeszedł do historii kina ze względu na zdjęcia, sposób montażu i zdjęcia, ale warto też zwrócić uwagę na technikę narracji. Napisany z Hermanem J. Mankiewiczem (oraz niewymienionym w napisach Johnem Housemanem) wywołał mnóstwo kontrowersji jeszcze przed premierą – ze względu na wykorzystanie osoby i biografii Williama Randolpha Hearsta. 

Debiutujący reżyser i zaawansowany alkoholik, Orson Welles był ulubieńcem radia i sceny teatralnej, toteż na planie filmowym w RKO Radio Pictures mógł robić co chciał. Scenariusz charakteryzuje dość skomplikowana struktura, przez co fabuła zyskuje głębię kosztem zaburzenia ciągłości, co było sporym zaskoczeniem dla ówczesnej widowni. Tym nie mniej tekst wciąga i budzi emocje, zachowując swą wysoką jakość aż do końca.

http://www.weeklyscript.com/Citizen%20Kane.txt

Annie Hall (Annie Hall, Woody Allen & Marshall Brickman)

 

Fabuła: Alvy Singer, neurotyczny komik z Nowego Jorku, zakochuje się w roztrzepanej Annie Hall.

Wszystko toczy się wokół postaci Woody Allena jako żydowskiego neurotyka i intelektualisty, który zawodowo zajmuje się stand-upem a przy tym jest pisarzem o dowcipie i kulturalnym obyciu, zdolnym zwrócić uwagę głupawej Annie Hall. Początkowo miała to być historia kryminalna z morderstwem w tle, ale kariera Allena potoczyła się w zupełnie innym kierunku (taki film, „Tajemnica morderstwa na Manhattanie”, powstał kilkanaście lat później – przyp. KJZ). 

To, co miało być w założeniu prostą historią o randkach i filozofii lat 70. zmieniło się w spacer po linie, na który narażają się ludzie gadający bez przerwy. Okazało się to tak istotne, że wkrótce powstało mnóstwo filmów, których bohaterowie spędzają czas na irytującej, czczej paplaninie. Także w filmach Allena poczesne miejsce zajęły męczące gadatliwe panienki. 

Doskonałość filmu polega na błyskotliwej realizacji dialogów w jednym ujęciu i wieńczeniu ich celnym żartem bądź ripostą. To jeden z podstawowych dowodów na to, że brak akcji nie oznacza braku fabuły.

http://www.weeklyscript.com/Annie%20Hall.txt

Pulp Fiction (Pulp Fiction, Quentin Tarantino & Roger Avary)

 

Fabuła: Życie dwóch płatnych zabójców, boksera, żony gangstera i pary drobnych rzezimieszków rozłożone na cztery opowieści o przemocy i odkupieniu.

Oto scenariusz wzorcowy zdaniem młodych scenarzystów, jednocześnie często odrzucany przez bardziej doświadczonych autorów, ponieważ odchodzi od ustalonych metod i nie realizuje zasad „dobrego scenariusza”. Dotyczy to nie tyle samego tekstu, ile z tego, jak intensywny jest to zapis i ile z niego udało przenieść się na ekran. 

Szczególny rytm dialogów, komedia satyryczna rozgrywająca się wokół krwi, broni, narkotyków i samochodów – a całość zbudowana równie nielinearnie jak „Obywatel Kane”, dowolnie przechodząca od postaci do historii i świata przedstawionego. Jak zwykle w filmach Tarantino postacie nie mówią, ponieważ zawsze coś dzieje się wokół nich. Otwierają usta, by opowiadać lub dyskutować lub też wypowiedzieć parę słów. 

Rozmowy nie posuwają akcji do przodu, są szybkie i urywane, bardziej są częścią obrazu niż fabuły. Zdaje się to zabawne i wyjątkowe: z tekstów Tarantino można się wiele nauczyć.

 http://www.imsdb.com/scripts/Pulp-Fiction.html

Ojciec chrzestny cz. 1-2 (Godfather Part 1-2, Mario Puzo & Francis Ford Coppola)

 

Fabuła: część I – Starzejący się patriarcha mafijnej rodziny przekazuje kontrolę nad podejrzanym imperium niechętnemu temu synowi. 

Część II – Początki przestępczej kariery Vito Corleone na tle Nowego Jorku lat 20. skonfrontowane z działaniami jego syna Michaela, rozszerzającego zakres aktywności mafijnej rodziny w Newadzie na przedrewolucyjnej Kubie.

Bestseller Mario Puzo posłużył jako klucz do ekranowego obrazu pierwszej i drugiej generacji amerykańskich Włochów. W obu filmach Francis Ford Coppola z opisu rodziny tworzy prawdziwą perełkę, konfrontując sentymentalne i brutalne aspekty życia, toczącego się wokół zbrodni i zemsty. 

Widać to na przykładzie postaci, które w jednej sekundzie okazują czułość swojej żonie, by w następnej zabić strzałem w głowę niewinnego człowieka. Obie części pod względem narracji robią ogromne wrażenie, zaś Brando, DeNiro i Pacino mają ogromne pole do popisu w kreowaniu wiarygodnego rysunku postaci. 

Oba filmy pokazują, na jak ich bohaterowie, zwłaszcza Michel, przesiąkają kodeksem mafii i obowiązujący w niej sposobem bycia. Konieczność poświęcenia się dla mafii i życie z nakazaną tajemnicą prowadzi do chaosu zarówno w organizacji przestępczej, jak i w rodzinie. Jego piętno warunkuje niemal każdy element kadru. W efekcie oba filmy można cenić wyżej niż literacki oryginał, co jest cechą szokującej dobrej adaptacji.

http://www.weeklyscript.com/Godfather,%20The.txt

http://www.imsdb.com/scripts/Godfather-Part-II.ht...

Taksówkarz (Taxi Driver, Paul Schrader)

 

Fabuła: Cierpiący na emocjonalne zaburzenia weteran z Wietnamu pracuje jako nocny taksówkarz w Nowym Jorku. Otaczająca go dekadencja i brud moralny wywołują w nim pragnienie gwałtownego przeciwdziałania, czego efektem jest uratowanie małoletniej prostytutki.

Mimo niewątpliwego wkładu Martina Scorsese, to właśnie Paul Schrader uczynił z „Taksówkarza” kompletne studium charakteru głównego bohatera – począwszy od monologów wewnętrznych po podjęte działania, ze szczególnym uwzględnieniem moralnej ambiwalencji niepozwalającej określić, czy Travis jest złym czy też dobrym człowiekiem. 

Wynika to z jego wojskowej przeszłości, gwałtownych wybuchów czy też jeszcze bardziej mrocznych planów na przyszłość. Niektóre znaki sprawiają, że zamiast lepiej go rozumieć, coraz bardziej pogrążamy się w mroku. Jest tak skomplikowany, że nie może spać, siada więc nocą za kierownicą taksówki, co umożliwia mu krytyczną obserwację miasta, opętanego obsesją na punkcie seksu i narkotyków. 

Jak na ironię, ani miasto, ani gniew bohatera dla widowni filmu nie ma sensu. Im bardziej Travis skłania się do działania, tym częściej rozmawia tylko z sobą samym – co dla twórcy scenariusza było dodatkową komplikacją. „Taksówkarz” jest filmem o niesprawiedliwości i piekle na nowojorskich ulicach, co czyni go jednym z wielu arcydzieł, jakie Paul Scharder stworzył wspólnie z Martinem Scorsese. 

http://www.imsdb.com/scripts/Taxi-Driver.html

Zakochany bez pamięci (Eternal Sunshine of the Spotless Mind, Charlie Kaufman & Michel Gondry & Pierre Bismuth)

 

Fabuła: Zdecydowana na rozstanie para poddaje się zabiegowi usunięcia partnera ze swoich wspomnień, ale w trakcie procedury obydwoje odkrywają, jak ważnym elementem ich życia był związek, o którym chcą zapomnieć.

Kolejnym punktem zestawienia musi być jeden z wielu filmów napisanych przez Charliego Kaufmana. Ten film przypomina wielki labirynt, gdzie poszczególne wątki rozchodzą się, by znów nieoczekiwanie się połączyć, całkowicie ignorując chronologię zdarzeń. Tej koncepcji zostaje podporządkowane wszystko inne.

Główne postacie dosłownie tracą rozum, żyjąc wśród wspomnień czy marzeń czy innych wytworów wyobraźni, pozostając w stanie permanentnego deja vu – podobnie jak widownia. Jest w tym wiele sprzecznych emocji, a Michel Gondy dowodzi swej wielkości przemykając się między nimi i reżyserując je, zgodnie z wizją romansu i koleżeństwa opisaną w scenariuszu Kaufmana. 

Śródtytuły obecne w scenariuszu często stają się kluczem do zrozumienia tego, co się dzieje, jak w scenie kiedy Joel jąka się na słowie „pamiętać”. To znak firmowy Kaufmana, równie ważny jak społeczne nieprzystosowanie bohatera i złożoność ludzkiego umysłu. 

http://www.imsdb.com/scripts/Eternal-Sunshine-of-...

Big Lebowski (The Big Lebowski, Joel Coen & Ethan Coen)

 

Fabuła: Dude Lebowski, wzięty za milionera Lebowskiego, żąda odszkodowania za swój zniszczony dywan i anagżuje w to swoich kolegów z kręgielni.

Historia Dude’a, co jest powszechnie znane, była inspirowana prawdziwą postacią Jeffa Dowda, niezależnego publicysty, który współpracował z braćmi Coen przy ich debiucie „Śmiertelnie proste” (1984). 

Fabuła filmu jest równie prosta jak przytoczone wyżej streszczenie i z pewnością nie jest głównym atutem filmu. Zawiera jednak kilka znaczących kwestii, jak choćby taką, która określa Dude’a: „Pojechał na Woodstock i nigdy nie wrócił”. To określa jego styl bycia, jego kumpli i to, jak spędza swoje życie w szlafroku czy na kręgielni, kiedy staje się coś nieoczekiwanego. 

Mnóstwo ciętych kwestii, niezapomnianych postaci i zabawnych sytuacji czyni z tego filmu zasłużony obiekt kultu i obowiązkową lekturę dla wszystkich, którzy cenią dowcipne dialogi i błyskotliwą realizację. Zapewne tylko bracia Coen potrafiliby to tak opisać. 

http://www.imsdb.com/scripts/Big-Lebowski,-The.html

Forrest Gump (Forrest Gump, Eric Roth & Winston Groom)

 

Fabuła: Forrest Gump nie jest zbyt rozgarnięty, ale przypadkowo uczestniczy w wielu historycznych wydarzeniach i tylko miłość jego życia Jenny Curran ciągle wymyka mu się z rąk.

Z IQ na poziomie 75, Forrest Gump jest człowiekiem uczciwym i przyzwoitym, żyjącym według zasad swojej matki i zaangażowanym we wszystkie najważniejsze zdarzenia z amerykańskiej historii od lat 50. do 80. XX wieku. Jest krzepiącym uosobieniem niewinności, ale film nie jest o tym. 

Gump widzi świat takim jakim jest, podświadomie oceniającym cynizm współczesnego społeczeństwa, zwłaszcza potrzebę komplikowania miłości i w ogóle relacji międzyludzkich. Jest oddany swoim wartościom, zwłaszcza ciężkiej pracy i lojalności. Dzieje jego miłości wydają się dziwne, ale on się poddaje, by ostatecznie odnaleźć szczęście. Całość jest świetnie skonstruowana, oparta na emocjach i sile komizmu, trudno uniknąć refleksji nad biegłością w budowaniu postaci i jego historii. Zwraca też uwagę rola każdej relacji w życiu Gumpa – z matką, przyjacielem, ukochaną czy dowódcą. To po prostu rozbrajające. 

http://www.imsdb.com/scripts/Forrest-Gump.html

Lawrence z Arabii (Lawrence of Arabia, Robert Bolt & T.E. Lawrence)

 

Fabuła: Barwny i kontrowersyjny brytyjski oficer i jego wewnetzrny konflikt lojalności w trakcie wykonywania misji na Środkowym Wschodzie w czasie I wojny światowej.

Mimo elementów biografii i wielkiej przygodowy, film Davida Leana jest opowieścią, w której główną sceną jest pustynia, gdzie bohater może dojrzeć. Wiadomo, że Lawrence był kluczową postacią w misji przeciągania pustynnych plemion na stronę brytyjską w konflikcie z Turcją w latach 1914-17, ale wynikało to bardziej z pobudek osobistych niż patriotycznych. 

Widownia obserwuje, jak ten człowiek wchodzi w odmienną, mniej cywilizowaną społeczność. Nie ma zbyt wielu wątków, ale mimo to film zachowuje swoją intensywność przez całe 216 minut – bez poczucia straty czasu. W efekcie mamy do czynienia z dziełem czystym, szczerym i niepozostawiającym wątpliwości, a przy tym całkowicie przekonującym.

http://www.dailyscript.com/scripts/Lawerence_of_Ar...

Wszystko o Ewie (All About Eve, Joseph L. Mankiewicz)

 

Fabuła: Spojrzenie z zewnątrz na starzejącą się znaną aktorkę i krąg jej teatralnych przyjaciół.

Mankiewicz pochodzi z rodziny pisarzy, jego brat napisał wspomniany wyżej scenariusz do „Obywatela Kane’a”. Zdobywał Oscary i inne nagrody za scenariusze i reżyserię filmów w latach 40. i 50. Zazwyczaj łączył ironiczne, zdystansowane scenariusze z precyzyjną inscenizacją – tak jak w tym filmie, który otwiera narracja zmanierowanego krytyka, przywodząca na myśł „Bulwar Zachodzącego Słońca”.

Za pośrednictwem tej postaci Mankiewicz ujawnia własne poglądy na show-biznes, jak też podkreśla lęk przez utratą znaczenia i popularności. Oparty na opowiadaniu – i słuchowisku – Mary Orr film umożliwia przełożenie postaci teatralnych na język kina, co dzieje się przede wszystkim dzięki inteligentnemu scenariuszowi i wiarygodnym postaciom.

http://www.weeklyscript.com/All%20About%20Eve.txt

Pół żartem, pół serio (Some Like It Hot, Billy Wilder & I.A.L. Diamond)

 

Fabuła: Dwaj muzycy, którzy byli świadkami gangsterskich porachunków, ukrywają się w kobiecych przebraniach w żeńskiej orkiestrze, z czego wynikają nieoczekiwane komplikacje.

Billy Wilder zaprosił nas na komedię o seksie, ale chciał, byśmy uwierzyli, że jest to historia kryminalna. Wszystko oparte jest na kreacjach Marylin Monroe i Tony’ego Curtisa, a także na celnych ripostach i licznych zwrotach akcji. Naczelną regułą jest cynizm, który rządzi wzajemnym pożądaniem bohaterów. 

Jak na komedię, wszystko jest totalnie zakręcone, dotykając zarazem kwestii, których nikt nie śmiałby podjąć przed 1959 rokiem. Zarazem jest to jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – remake’ów w dziejach kina – niemieckiej komedii „Fanfary miłości” (1951), która z kolei została zainspirowana filmem francuskim z 1935 roku. Wilder wraz ze swoim współscenarzystą I.A.L. Diamondem zamienił tamten pomysł w film niemal doskonały, niemal – bowiem, jak pada z ekranu – „Nikt nie jest doskonały”.

http://www.public.asu.edu/~srbeatty/394/SomeLikeI...

Sieć (Network, Paddy Chayefsky)

 

Fabuła: Stacja telewizyjna cynicznie wykorzystuje jednego ze swoich wypalonych prezenterów i jego gorzkie opinie o mediach informacyjnych jako główną atrakcję wystawnego show.

Nagrodzony Oscarem scenarzysta stworzył w „Sieci” jeden z najlepszych filmowych dramatów a zarazem jeden z najlepszych filmów w latach 70. Bywa też nazywany jednym z największych scenariuszy w dziejach kina, ale też skandalizującą satyrą, ale niezależnie od tego budzi podziw umiejętnością łączenia scen o różnych temperamentach.

Fabuła koncentruje się wokół Diany Christiansen, redaktorki dążącej do maksymalnej oglądalności, i Maksa Schumachera, dziennikarza starej daty. Chayefsy pokazuje w swym zabawnym i gorzkim scenariuszu – biorąc za tło bieżące wydarzenia polityczne, społeczne i ekologiczne – upadek, wzlot i ostateczny krach Howarda Beala i jednocześnie odrażające, szalone oblicze telewizji.

http://sfy.ru/sfy.html?script=network

Chinatown (Chinatown, Robert Towne)

 

Fabuła: Prywatny detektyw, wynajęty do zdemaskowania wiarołomnego męża, wpada w pułapkę oszustw, korupcji i morderstwa.

Uważany za jeden z najlepszych scenariuszy w historii Hollywood, dziś jest sławniejszy od samego filmu. „Chinatown” wygląda na film z lat 40., który nie został zrealizowany w swoim czasie, ale nadal przestrzega reguł gatunku, które nakazują rozwiązanie zagadki w ostatniej scenie. Jego doskonałość widoczna jest zarówno w tekście, jak i na ekranie. 

Scenariusz Towne’a od samego początku kreuje perfekcyjną sieć tajemnicy, od czego zależy sposób, w jaki publiczność wchodzi film, poznaje bohaterów i pragnie poznać ich losy. Tekst zawiera wszystko, co niezbędne, by nakręcić dobry film, ale przede wszystkim liczy się to, jak Towne prowadzi każdy wątek, każdą postać i symbol, by zachować element zaskoczenia.

http://www.public.asu.edu/~srbeatty/394/Chinatown...

 

Alex Gandra 

Autorka jest portugalską pisarką i realizatorką filmową, absolwentką studiów filmoznawczych na uniwersytecie w Aveiro. Ma w dorobku kilkanaście scenariuszy i książkę, dla której szuka wydawcy.

(http://www.tasteofcinema.com/2014/15-essential-films-every-aspiring-screenwriter-must-watch/#cQL6UePoEEZUiPyJ.99)

 

Nie tylko Robin Williams, 

czyli 10 (a nawet 11) najlepszych filmowych profesorów

 

Każdy ma takiego nauczyciela, na jakiego zasługuje. Zestawienie jest brytyjskie, stąd pewna nadreprezentatywność Brytyjczyków. Zabrakło nauczycieli latynoskich, choćby Edwarda Jamesa Olmosa ze „Wszystkiego albo nic” (1988) czy Antonio Banderasa z „Wytańczyć marzenia” (2006), zabrakło też Michelle Pfeiffer, czyli pani komandos z „Młodych gniewnych” (1995), nie mówiąc już o Sidneyu Poitiers z angielskiego przecież klasycznego „Nauczyciela z przedmieścia” (1967) czy Glenie Fordzie ze „Szkolnej dżungli” (1955), gdzie Poitiers był najtrudniejszym uczniem do okiełznania. No i – ukłon w stronę kina polskiego – bez Michała Znicza z „Młodego lasu” (1934) czy Zbigniewa Zapasiewicza, czyli niezapomnianego docenta (dziś na pewno już profesora) z „Barw ochronnych” (1976).

 

1. Indiana Jones

Przedmiot: archeologia

 
 

Jeśli studiujesz archeologię, nie dziw się, że żaden z twoich wykładowców nie bywa wzywany do wyjaśnienia żadnych antycznych tajemnic. W końcu nie każdy może być dr. Henrym Waltonem Jonesem jr, czy Indianą Jonesem. Ale jeśli któryś z nich nosi skórzaną kurtkę, kapelusz fedora i bicz u pasa, licz się z możliwością wielkiej przygody.

 

2. Sean Maguire i Gerald Lambeau – „Buntownik z wyboru”

Przedmiot (odpowiednio): matematyka i psychologia

 
 

Profesor Gerald Lambeau (Stellan Skarsgård) to uznany wykładowca Massachusetts Institute of Technology, najlepszej politechniki świata, który pojawia się w filmie „Buntownik z wyboru”. Opierając się na diagnozie Seana Maguire (Robin Williams), eksperta z dziedziny psychologii, wspólnie pomogli Willowi odnaleźć się w życiu. Nawet jeśli obaj nie istnieją w pozafilmowej rzeczywistości, warto docenić przenikliwość i spostrzegawczość Lambeau.

 

3. Dr Frank Bryant – „Edukacja Rity”

Przedmiot: literatura angielska

 
 

Wykładowca Uniwersytetu Otwartego, dr Frank Bryant, staje się przewodnikiem Susan (czyli Rity), kiedy dziewczyna próbuje uciec od monotonii swej fryzjerskiej profesji. Wygląda wprawdzie na alkoholika, ale talent pedagogiczny wskazuje, że mógłby mieć odpowiednika w realnym życiu.

 

4. Dr Ross Geller – „Przyjaciele”

Przedmiot: paleontologia

 
 

Mając za sobą karierę baseballisty zanim został paleontologiem, Ross (David Schwimmer) dostał pracę na New York University. Opisywany przez jedną ze swych studentek jako największe ciacho na wydziale. Tak bardzo obawia się swego pierwszego dnia nauczania, że próbuje mówić z fałszywym angielskim akcentem. W świecie realnym z czasem zostałby zapewne wspaniałym nauczycielem.

 

5. Profesor Robert Landgon – „Kod da Vinci” i inne

Przedmiot: semiotyka kultury i ikonografia

 
 

Jeszcze jeden profesor podróżujący po całym świecie, lecz w jego przypadku chodzi o wyjaśnienie ciągu symboli. W czasie wolnym od podróżowania wykłada na Harvardzie, nosi tweedową marynarkę, mokasyny i zegarek z Myszką Miki.

 

6. Profesor Julius Kelp/profesor Sherman Klump – „Zwariowany profesor”/„Gruby i chudszy”

Przemiot: fizyka

 
 

Ukochane przez widzów krzywe oblicze nauki – profesor Kelp (czyli „Zwariowany profesor” w wykonaniu Jerry’ego Lewisa w filmie z 1963 roku) lub profesor Klump (czyli „Gruby i chudszy” w remake’u Eddiego Murphy’ego z 1996 roku). Aby podbić serce dziewczyny, naukowiec sięga po serum, które ma poprawić jego powierzchowność, niestety – kosztem charakteru, który staje się coraz bardziej okropny. Szczęśliwie, szybko odkrywa, że sprawa nie polega na wyglądzie.

 

7. Profesor Frink – „Simpsonowie”

Przedmiot: fizyka

 
 

Społecznie nieprzystosowany i znany ze swych bełkotliwych wypowiedzi, profesor Frink wykłada na politechnice w Springfield Heights. Jakkolwiek często usiłuje pomóc miastu w sytuacjach kryzysowych, zazwyczaj osiąga cele odwrotne od założonych. Jak w filmie „Simpsonowie – wersja kinowa”, kiedy odkrywa, że jego wiertło może przewiercić wszystko, ale okaże się, że znalazł się po niewłaściwej stronie szklanej kopuły chroniącej miasto z powodu zanieczyszczenia środowiska.

 

8. Wykładowca run współczesnych – ze „Świata dysku” Terry’ego Pratchetta

Przedmiot: runy współczesne

 
 

Wykładowca run współczesnych jest jednym z wielu czarodziejów pracujących na Niewidocznym Uniwersytecie Terry’ego Pratchetta. Oficjalną dewizą uczelni jest „Teraz widzisz, a teraz nie”, mottem nieoficjalnym zaś „Eta Beta Pi” (Eat a bit of pie/Eat a better pie). Zapomnij o nieistniejących nauczycielach, wszak tu masz cały nieistniejący uniwersytet, na który na pewno chciałbyś się zapisać.

 

9. John Keating – „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Przedmiot: Język angielski

 
 

OK, nie był to wprawdzie profesor uniwersytecki, ale John Keating zawsze znajdzie się na liście najbardziej inspirujących fikcyjnych nauczycieli (i z pewnością mógłby wykładać na wyższej uczelni). Jego alternatywna metoda nauczania być może nie spotka się z aprobatą przełożonych, ale zawsze podbije serca jego uczniów – carpe diem.

 

10. Profesor McGonagall – „Harry Potter”

Przedmiot: transmutacja

 
 

Jeszcze jeden godny uwagi profesor, jakkolwiek uczy tylko w szkole. Wierna zasadom, macierzyńska – profesor Minerva McGonagall to jedyny wzór nauczycielki, na którym mogą polegać uczniowie Hogwartu. Tuż obok niej powinien stanąć Albus Dumbledore, lecz nikt o zdrowych zmysłach – ze względu na jego przeciągający się konflikt z Valdemortem - nie chciałby go jako swego nauczyciela.

(http://www.telegraph.co.uk/education/educationpicturegalleries/10291447/Student-life-the-top-10-fictional-professors.html?frame=2636435)

 

 

5 innowacji, które odmieniły kino na zawsze 

 
 

Lubimy, kiedy innowacyjne pomysły i cudze marzenia zmieniają realny świat w coś wspaniałego. Przykładem takiego działania może być kinematografia. Technologia 3D, Imax, popcorn – trudno wskazać, jaki gadżet przysporzył ostatnio kinu najwięcej widzów. Wpływy ze sprzedaży biletów na świecie w 2011 roku sięgnęły 32,6 miliardów dolarów – nigdy w dziejach kino nie miało takich zysków. Czemu je zawdzięcza? Trudno dziś powiedzieć. Dawniej sprawy wydawały się prostsze. Oto wykaz innowacji, które potrafiły przyciągnąć do kina miliony widzów.

Kolor 

To oczywiste, że na początku XX wieku barwne fotografie były pasją maniaków fotografii. Jedną z pierwszych technik było ręczne malowanie poszczególnych kadrów. W roku 1902 Georges Méliès zaprosił do malowania „Podróży na Księżyc” 21 kobiet, co musiało być niezwykłą linią produkcyjną.

 
 

A potem przyszły te wszystkie Kinemacolory, Kodachromy, Trucolory i uwielbiany przez wszystkich „Czarnoksiężnik z krainy Oz” w Technicolorze. A teraz filmów czarno-białych trzeba ze świecą szukać.

Dźwięk 

To nie było tak, że kino nieme było rzeczywiście nieme – w lepszych kinach do filmu przygrywały orkiestry, a kiedy budżet na to nie pozwalał kiniarzom musiało wystarczyć na pianistę. Ale od kiedy w Hollywood udało się zsynchronizować dźwięk, obraz i dialog, wszystko się zmieniło – od zasad doboru obsady, poprzez pisanie scenariuszy, kompozycję ścieżki dźwiękowej po wygląd i wyposażenie współczesnych kin.

 
 

A wszystko zaczęło się od systemu Vitaphone braci Warner, gdzie nagrywało się dźwięk na płyty. Najpierw był „Don Juan”, a następnie „Śpiewak jazzbandu” – pierwszy film z nagranym dialogu. Doczekaliśmy się dźwięku przestrzennego – nie tylko w kinach, ale nawet w naszych domach. A cisza? Co to jest cisza?

GreenBox 

Dziś wszyscy jesteśmy specami od grafiki komputerowej, wyposażonymi w Photoshopa lub programy pokrewne, i wszyscy swym sokolim wzrokiem potrafimy dostrzec błędy w najnowszych hitach, opartych na generowanych komputerowo efektach specjalnych. Ale kino od samego początku dysponowało środkami pomagającymi oszukać widza.

 
 

Era cyfrowej kompozycji kadru zaczęła się w latach 40., kiedy RKO Radio Pictures zaczęło korzystać z ruchomej maskownicy, na której dorysowywano (domalowywano) elementy tła – był to zalążek techniki znanej dziś jako Green(Blue)Box. Takie dokomponowywanie tła po raz pierwszy zastosowano w „Złodzieju z Bagdadu” (1940), gdzie aktorzy grali na planie, na którym nie było żadnych dekoracji.

Montaż nielinearny 

Nożyczki, taśma klejąca i tradycyjna taśma klejąca zaczęły ustępować elektronicznemu montażowi już w latach 70., ale dopiero opracowanie technologii Avid w latach 90. wraz z jej narzędziami do nielinearnego montażu umożliwiły opracowanie łatwo kreowanych efektów wideo, cyfrowych zbliżeń i łączenie wielu ścieżek dźwiękowych. A wszystko na jednym stole, za naciśnięciem jednego przycisku – oszczędność czasu, pieniędzy i wysiłku.

 
 

Być może nie jest to jednoznaczne dla widza, ale dla filmowców nieliniowa rewolucja w montażu była jak przesiadka z bryczki do Forda T. Tylko dokąd to doprowadzi?

Sprzęt do niskobudżetowej produkcji filmowej 

Półprofesjonalny i niedrogi sprzęt wideo, przechowywanie nakręconego materiału na twardym dysku komputera i program do montażu Final Cut Pro to szeroko otwarte drzwi do profesjonalnego filmowania. Teraz każdy może zostać reżyserem bez szukania milionów dolarów na dofinansowanie realizacji.

 
 

Oczywiście, nie każdy tani film będzie arcydziełem, ale przecież praktyka czyni mistrza. A imprezy takie jak London Independent Film Festival prowadzą prosto na niskobudżetowy rynek filmowy z szansą na darmową dystrybucję twoich filmów w sieci. Nigdy nie było lepszego czasu, by zostać młodym Spielbergiem.

Joel Willans, 14.09.2012

(http://www.nokipedia.com/5-innovations-that-changed-movies-forever/)

PS. Czy uwierzycie, że jest to tekst reklamowy, promujący telefon Nokia Lumia 920 jako spełnienie najbardziej wyrafinowanych marzeń?


Najlepszy film wszech czasów według internetów

 
 

Serwis www.imdb.com powstał w 1990 roku jako inicjatywa Cola Needhama, zawodowego informatyka i pasjonata kina. Zaczęło się od publikowania w Usenecie list najlepszych aktorów, reżyserów i filmów, z czasem listy obrosły w materiały filmograficzne, a Internet Data Movie Base została zarejestrowana w Wielkiej Brytanii jako spółka z o.o. To było w 1996 roku, dwa lata później firma zyskała wsparcie Amazon.com jako pośrednik w sprzedaży kaset i płyt wideo. 

Według oficjalnych statystyk IMDb ma ponad 53 mln zarejestrowanych użytkowników, co daje jej 48. w światowym rankingu stron internetowych (wg Alecxa.com). Według danych na 3 lipca 2014 r. IMDb zawiera informacje o 2920797 tytułach filmów fabularnych i dokumentalnych, kinowych i telewizyjnych (wraz z odcinkami seriali) rozpowszechnianych wyłącznie w dystrybucji wideo oraz gier wideo. Jednocześnie oferuje dane 5980592 osób związanych z branżą filmową. 

Tworzenie najrozmaitszych list i rankingów jest ulubioną zabawą użytkowników IMDb. Najważniejsze są trzy oficjalne listy – Top 250, Bottom 100 oraz TV Series. Dwie pierwsze dotyczą wyłącznie filmów fabularnych – o ich miejscu na liście decyduje specjalny algorytm i warunek, by na film zagłosowało co najmniej 25 tys. użytkowników. Trzecia, serialowa, obejmuje 501 tytułów, wybieranych na takich samych zasadach.

 

W ciągu całego 23-letniego istnienia IMDb na liście Top 250 pierwszą pozycję zajmowało tylko pięć filmów. W kolejności alfabetycznej:

„Gwiezdne wojny” (Gwiezdne wojny IV – Nowa nadzieja), r. George Lucas

„Mroczny rycerz”, r. Christopher Nolan 

„Ojciec chrzestny”, r. Francis Ford Coppola 

„Skazani na Shawshank”, r, Frank Darabont 

„Władca pierścieni: Drużyna Pierścienia”, r. Peter Jackson

Który z nich jest najlepszy? Odpowiedź pewnie zaskoczy, lecz jeśli lepiej się przyjrzeć, wcale nie tak bardzo, jakby się mogło zrazu wydawać. Otóż po miesiącu trwania plebiscytu i ponad 20,5 tys. oddanych głosów zdecydowanie prowadzi (ponad 30 proc. głosów)

„Skazani na Shawshank”

przewodzący zresztą rankingowi Top 250 w chwili obecnej.

 
 

Dla uzupełnienia: obecnie najgorszym filmem, zdaniem internautów, nie jest wcale „Plan 9 z kosmosu” Eda Wooda, niegdyś okrzyknięty najgorszym filmem wszech czasów. To mało zaszczytne miejsce zajmuje obecnie – uwaga! – wcale nie „Gigli” z Jennifer Lopez i Benem Affleckiem (zaledwie 61. miejsce od końca) czy koszmarny „Totalny kataklizm”, chybiona parodia kina katastroficznego (ledwie 4.), lecz produkt z Bollywoodu – 

„Gunday”, r. Ali Abbas Zafar

opowiadający o narodzinach Bangladeszu jako o rezultacie działań dwóch drobnych rzezimieszków z Kalkuty, co musiało wywołać zrozumiałą burzę na linii Dhaka – New Delhi. .

 
 

(http://www.imdb.com/poll/J_6IK_XGEbU/results?ref_=po_sr)


Najlepsze lata naszego kina

 
 

Podobno kino rozwija się ewolucyjnie i filmy same z siebie z roku na rok stają się coraz lepsze. Znalazłem nawet internetowe zestawienie kamieni milowych w dziejach kina (http://www.filmsite.org/milestones.html), gdzie każdego roku można wskazać coś, co posunęło dzieje filmu o krok do przodu. Osobiście bardziej skłaniam się do myśli, że w historii kina bywają lata, które zmieniły jej bieg, nadając szczególnego przyspieszenia. Na pewno takim rokiem był 1939, czas premiery „Przeminęło z wiatrem”, „Czarodzieja z krainy Oz”, „Dyliżansu” i „Ninoczki”, by zatrzymać się tylko na Hollywood. Ale czy tylko 1939 był tak znaczący w dziejach kina? Poszukałem w sieci (oraz własnej pamięci) – poniżej wyniki tej kwerendy. Świadomie podaję filmy w kolejności alfabetycznej, wolę uniknąć rozstrzygania, czy np. „Wszyscy ludzie prezydenta” są ważniejsi od „Sieci” lub czy istotnie „Pulp Fiction” zasługuje na wyższe uznanie niż „Trzy kolory: Czerwony”. Podejrzewam, że wykaz najlepszych lat w historii kina nie jest ostateczny, oczekuję propozycji i uzupełnień pod adresem konrad@kinobyzarebski.pl.


 

1925

 
 

„Ben-Hur”, r. Fred Niblo 

„Będziesz szanował żonę swoją”, r. Carl Theodore Dreyer

„Gorączka złota”, r. Charles Chaplin 

„Pancernik Potiomkin”, r. Sergiej Eisenstein 

„Upiór w operze”, r. Rupert Julian (oraz Lon Chaney)

„Wesoła wdówka”, r. Erich von Stroheim

„Wielka parada”, r. King Vidor 

„Zatracona ulica”, r. Georg Wilhelm Pabst

 

1939

 
 

„Brzask”, r. Marcel Carné 

„Czarodziej z Oz”, r. Victor Fleming

„Dyliżans”, r. John Ford 

„Gwiazdy patrzą na nas”, r. Carol Reed

„Mr. Smith jedzie do Waszyngtonu”, r. Frank Capra

„Myszy i ludzie”, r. Lewis Millestone 

„Ninoczka”, r. Ernst Lubitsch 

„Opowieść o samotnej chryzantemie”, r. Kenji Mizoguchi 

„Przeminęło z wiatrem”, r. Victor Fleming (i spółka) 

„Szczors”, r. Aleksandr Dowżenko 

„Tylko aniołowie mają skrzydła”, r. Howard Hawks

„Zasada gry”, r. Jean Renoir

 

1946

 
 

„Bitwa o szyny”, r. René Clement 

„Iwan Groźny – Spisek bojarów”, r. Sergiej Eisenstein

„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”, r. Tay Garnett 

„Najlepsze lata naszego życia”, r. William Wyler

„Niepotrzebni mogą odejść”, r. Carol Reed

„Osławiona”, r. Alfred Hitchcock

„Paisa”, r. Roberto Rossellini 

„Piękna i bestia”, r. Jean Cocteau 

„To wspaniałe życie”, r. Frank Capra

„Wielki sen”, r. Howard Hawks 

„Wielkie nadzieje”, r. David Lean

 

1960

 
 

„Moderato cantabile”, r. Peter Brook

„Płaszcz”, r. Aleksandr Batałow 

„Przygoda”, r. Michelangelo Antonioni

„Psychoza”, r. Alfred Hitchcock 

„Siedmiu wspaniałych”, r. John Sturges 

„Słodkie życie”, r. Federico Fellini 

„Zazie w metrze”, r. Louis Malle

„Zezowate szczęście”, r. Andrzej Munk

„Zły śpi spokojnie”, r. Akira Kurosawa 

„Żołnierzyk”, r. Jean-Luc Godard

 
 

(kuszącą alternatywą wydaje się rok 1962 z takimi filmami – między innymi – jak „Anioł zagłady” Bunuela, „Nóż w wodzie” Polańskiego, „Dr No” Younga, „Lawrence z Arabii” Leana, „Lolita” Kubrika, „Samotność długodystansowca” Richardsona, „Zabić drozda” Mulligana czy „Dziecko wojny” Tarkowskiego)

 

1967

 
 

„Absolwent”, r. Mike Nichols 

„Andriej Rublow”, r. Andriej Tarkowski

„Bonnie i Clyde”, r. Arthur Penn 

„Dobry, zły i brzydki”, r. Sergio Leone

„Dwie lub trzy rzeczy, które o niej wiem”, r. Jean-Luc Godard 

„Jestem ciekawa – w kolorze żółtym”, r. Vilgot Sjöman 

„O uroczystości i gościach”, r. Jan Němec 

„Oto jest głowa zdrajcy”, r. Fred Zinnemann 

„Pali się, moja panno”, r. Miloš Forman 

„Parszywa dwunastka”, r. Robert Aldrich

„Playtime”, r. Jacques Tati 

„Samuraj”, r. Jean-Pierre Melville

„W upalną noc”, r. Norman Jewison 

„Z zimną krwią”, r. Richard Brooks

„Zgadnij, kto przyjdzie na obiad”, r. Stanley Kramer 

„Ziemia w transie”, r. Glauber Rocha 

„Żyć aby żyć”, r. Claude Lelouch 

„Żywot Mateusza”, r. Witold Leszczyński

 

1975/1976

 
 

„9 miesięcy”, r. Marta Meszaros 

„Barry Lyndon”, r. Stanley Kubrick 

„Czarne i białe w kolorze”, r. Jean-Jacques Annoud 

„Dzieje grzechu”, r. Walerian Borowczyk 

„Francuski Łącznik”, r. William Friedkin 

„Gwiezdne wojny”, r. George Lucas 

„Imperium zmysłów”, r. Nagisa Oshima

„Lenny”, r. Bob Fosse 

„Lot nad kukułczym gniazdem”, r. Miloš Forman 

„Nakarmić kruki”, r. Carlos Saura 

„Niewinni o brudnych rękach”, r. Claude Chabrol

„Piknik pod Wiszącą Skałą”, r. Peter Weir

„Podróż komediantów”, r. Theo Angelopoulos

„Portret rodzinny we wnętrzu”, r. Luchino Visconti 

„Pustynia Tatarów”, r. Valerio Zurlini

„Rocky”, r. John G. Avildsen 

„Salo, czyli 120 dni Sodomy”, r. Pier Paolo Pasolini 

„Sieć”, r. Sydney Lumet 

„Szczęki”, r. Steven Spielberg 

„Taksówkarz”, r. Martin Scorsese 

„Tommy”, r. Ken Russell 

„Wszyscy ludzie prezydenta”, r. Alan J. Pakula 

„Zawód: reporter”, r. Michelangelo Antonioni 

„Ziemia obiecana”, r. Andrzej Wajda

 

1988/1989

 
 

„Alicja”, r. Jan Švankmajer 

„Bagdad Café”, r. Percy Adlon

„Batman”, r. Tim Burton 

„Bogowie muszą być szaleni”, r. Jamie Uys 

„Camille Claudel”, r. Bruno Nuytten 

„Cinema Paradiso”, r. Giuseppe Tornatore 

„Dekalog”, r. Krzysztof Kieślowski 

„Kobiety na skraju załamania nerwowego”, r. Pedro Almodovar 

„Moja lewa stopa”, r. Jim Sheridan 

„Niebezpieczne związki”, r. Stephen Frears 

„Niebo nad Berlinem”, r. Wim Wenders 

„Niedźwiadek”, r. Jean-Jacques Annoud 

„Ostatnie kuszenie Chrystusa”, r. Martin Scorsese 

„Pelle zwycięzca”, r. Bille August 

„Portret rodzinny”, r. Atom Egoyan 

„Rain Man”, r. Barry Levinson 

„Seks, kłamstwa i kasety wideo”, r. Steven Soderbergh 

„Sprawa kobiet”, r. Claude Chabrol

„Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, r. Peter Weir 

„Wojenne requiem”, r. Derek Jarman 

„Wożąc panią Daisy”, r. Bruce Beresford 

„Wyliczanka”, r. Peter Greenaway

 
 

1994

 
 

„Cztery wesela i pogrzeb”, r. Mike Newell

„Forrest Gump”, r. Robert Zemeckis

„Król Lew”, r. Roger Allers, Rob Minkoff 

„Królowa Margot”, r. Patrice Chereau 

„Leon zawodowiec”, r. Luc Besson 

„Listonosz”, r. Michael Radford 

„Niebiańskie istoty”, r. Peter Jackson 

„Pod oliwkami”, r. Abbas Kiarostami 

„Priscilla, królowa pustyni”, r. Stephan Elliott 

„Pulp Fiction”, r. Quentin Tarantino 

„Spaleni słońcem”, r. Nikita Michałkow 

„Strzały na Broadwayu”, r. Woody Allen 

„Truskawki i czekolada”, r. Tomas Gutierres Alea

„Trzy kolory: Czerwony”, r. Krzysztof Kieślowski

„Urodzeni mordercy”, r. Oliver Stone

 

1999

 
 

„American Beauty”, r. Sam Mendes

„Blair Witch Project”, r. Daniel Myrick, Eduardo Sanchez

„Być jak John Malkovich”, r. Spike Jonze

„Dług”, r. Krzysztof Krauze

„Droga do domu”, r. Zhiang Yimou 

„Kolory raju”, r. Madżid Madżidi

„Magnolia”, r. Paul Thomas Anderson

„Mansfield Park”, r. Patricia Rozema

„Matrix”, r. Andy Wachowski, Larry Wachowski 

„Miasteczko South Park”, r. Trey Parker 

„Opowieść jesienna”, r. Eric Rohmer 

„Podziemny krąg”, r. David Fincher 

„Prawo Heroda”, r. Luis Estrada 

„Szósty zmysł”, r. M. Night Shyamalan

„Tabu”, r. Nagisa Oshima 

„Wszystko o mojej matce”, r. Pedro Almodovar

 
 

http://www.listology.com/list/10-best-years-film-history

http://www.killcure.com/2009/12/05/the-5-best-years-for-movies/

http://popwatch.ew.com/2009/08/05/which-was-the-best-year-for-movies-1977-1994-or-1999/

http://www.washingtonpost.com/blogs/style-blog/wp/2014/03/26/1957-was-the-best-ever-year-for-movies-and-other-surprising-insights-from-imdb/ http://www.huffingtonpost.com/2014/03/21/1993-best-year-for-movies_n_5008958.html


Miliarderzy

18 filmów, które zarobiły (w dystrybucji światowej) ponad miliard dolarów:

 
 

1. Avatar (2009) 2782,3 mln 

2. Titanic (1997) 2186,8 mln 

3. Avengers (2012) 1518,6 mln 

4. Harry Potter i Insygnia Śmierci: część 2 (2011) 1341,5 mln 

5. Iron Man 3 (2013) 1215,4 mln 

6. Kraina lodu (2013) 1169,2 mln

 
 

7. Transformers 3 (2011) 1123,8 mln 

8. Władca pierścieni: Powrót króla (2003) 1119,9 mln 

9. Skyfall (2012) 1108,6 mln 

10. Mroczny Rycerz powstaje (2012) 1084,4 mln 

11. Piraci z Karaibów – Skrzynia umarlaka (2006) 1066,2 mln 

12. Toy Story 3 (2010) 1063,2 mln 

13. Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach (2011) 1045,7 mln 

14. Jurassic Park (1993) 1029,2 mln

 
 

15. Gwiezdne wojny: część I – Mroczne widmo (1999) 1027 mln 

16. Alicja w Krainie Czarów (2010) 1025,5 mln 

17. Hobbit: Niezwykła podróż (2012) 1017 mln 

18. Mroczny Rycerz (2008) 1004,6 mln

 
 

www.imdb.com


Osiem (a właściwie siedem) aktorek, których wbrew pozorom nie widziałeś nago

 

Grafika komputerowa odgrywa dziś ogromną rolę w przemyśle filmowym - jak inaczej moglibyśmy wyczarować ogniste smoki i usuwać tatuaże, a także zmarszczki naszych wiecznych gwiazd? Na szczęście jest jednak coś, co się w kinie nie zmienia: na przykład, aktorki gotowe są na coraz większe poświęcenia w imię sztuki. Tego komputery nie zniszczą. Naga gwiazda pozostanie naga. Czyżby?

Otóż – niekoniecznie. Mamy wiek XXI i wszystko, co wiesz o nagości na ekranie okazuje się bez pokrycia. Owszem, dziś aktorki gotowe są zrzucić swoje ubrania przed kamerą, co nie znaczy, że staną przed nią na golasa. Przynajmniej nie wszystkie. Oto kilka przykładów niezwykłej użyteczności komputerowych efektów specjalnych (CGI) w służbie godności kobiety.

8. Olivia Wilde – „Zamiana ciał”

 
 

Najzabawniejsze jest to, że bywają aktorki, które kiedyś uczestniczyły w rozbieranych scenach w swoich filmach. Jak, na przykład, Olivia Wilde w „Alpha Dog”. Co sprawiło, że „Alpha Dog” zasłużył na jej nagość, zaś „Zamiana ciał” już nie? Trudno powiedzieć, bo oba są równie złe.

A najciekawsze jest to, że w tym konkretnym przypadku nie poszło o samą nagość, lecz o sutki, z których gwiazda byłą tak niezadowolona, że domalowano je na komputerze w trakcie postprodukcji. Nie wiem, czy ktoś zdoła odróżnić te wygenerowane komputerowe od naturalnych, ale zapewne był jakiś powód, dlaczego Olivia wezwała na pomoc CGI.

7. Lindsay Lohan – „Maczeta”

 
 

Lindsay Lohan na planie „Maczety” zachowała się podobnie jak Olivia Wilde. Co musi dziwić, skoro za Lindsay ciągnie się opinia, że „rozbierze się zawsze i wszędzie, bo już jest taką dziewczyną”. Jesteście w błędzie: okazuje się, że ma ona więcej klasy niż moglibyśmy przypuszczać. W pewnym sensie.

Jeśli pamiętacie „Maczetę” – film, który ogląda się dla przemocy, pirotechniki i seksu - jest tam moment, kiedy Lindsay obnaża się całkowicie w obecności Danny’ego Trejo i innej kobiety w basenie. Tyle że – muszę to ujawnić – tę scenę nakręcono z udziałem dublerki. W innych sytuacjach Lohan zażądała komputerowego retuszu. W efekcie w każdej scenie, kiedy wydaje ci się, że widzisz ją nagą, oglądasz tylko kilka warstw pikseli i nic więcej. Porąbane, prawda?

6. Angelina Jolie – „Beowulf”

 
 

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że „Beowulf” Roberta Zemeckisa składa się w całości z obrazów wygenerowanych komputerowo, ale reżyser postanowił zachować wizerunki użyczających głosu aktorów jako wizerunki swoich bohaterów. Oznacza to, że postać mówiąca głosem Angeliny Jolie jest Angeliną, a ciało jej postaci, matki Grendela, jest ciałem Angeliny. Logiczne, nie?

Nie, pomalowane na złoty kolor ciało połączone z twarzą Angeliny Jolie nie należy do Angeliny, najgorętszej dziś aktorki świata. Należy do modelki Rachael Bernstein, specjalizującej się w modzie plażowej. Też gorącej, ale nie tak jak Angelina.

5. Mila Kunis – „Faceci też płaczą”

 
 

To jedno z tych mgnień oka, które zostają na długo po projekcji film. Przez ułamek sekundy na fotografii widać nagą Milę Kunis. Każdy, kto zdołał ten moment wychwycić, przeżył – wierzę – rozkoszny szok.

Sęk w tym, że na zdjęciu to wcale nie jest ona. Za pomocą CGI do jej twarzy dołączono ciało innej kobiety. W efekcie mamy do czynienia ze współczesnym Frankensteinem, powstałym z połączenia tego, co w każdej z tych pań było najbardziej atrakcyjne.

4. Natalie Portman – „Wasza wysokość”

 
 

Jedyną dobrą rzeczą, którą można powiedzieć o tej katastrofalnie nieśmiesznej komedii ze średniowiecza, to to, że miała w obsadzie półnagą Natalie Portman. I chociaż aktorka byłą na tyle miła, by odsłonić swoje ciało w fantazyjnym bikini, obawiam się, że kluczowe ujęcie, w którym Portman nurkuje w jeziorze – zrealizowano z udziałem dublerki.

No cóż, swoje „Zrobię wszystko sama, ale akurat nie w tej scenie” aktorka mogła rzucić nie tyle z pruderii, o co ją podejrzewacie, ile dlatego, że woda była za zimna. Ale czy to jest uprawnione tłumaczenie? Godne sławnych i bogatych? Tak czy inaczej będą jeszcze okazje, by zobaczyć całą prawdziwą Portman, i nie będzie to jakaś najgorsza komedia w historii, niewarta nawet spojrzenia Natalie.

3. Helena Bonham Carter – „Fight Club”

 
 

Podobnie jak krańcowo krótki moment nagości Mili Kunis w „Faceci też płaczą”, tę scenę znają chyba wszyscy mistrzowie w naciskaniu pauzy na pilocie odtwarzacza DVD. To najważniejszy moment sensacyjnego filmu Davida Finchera, w którym Helena Bonham-Carter uprawia seks z Bradem Pittem. A kiedy już starannie prześledzimy wszystkie cięcia montażowe w tym ujęciu, przyjdzie postawić nam pytanie: czy to na pewno ona jest naga?

Pierwsza osoba, która na to wpadła, myślała zapewne, że jest świadkiem najbardziej dyskretnej rozbieranej sceny w dziejach kina. Dziś już wiadomo, że cała ta scena została wygenerowana na komputerze. Mogę zapewnić, że David Fincher nie zrobił tego bez zgody Heleny Bonham-Carter – wręcz przeciwnie, była z tego bardzo zadowolona. A przy okazji – ten facet na dole to wcale nie jest Brad Pitt. Jak na koniec lat 90. całość wygląda nieźle. Oczywiście, z technicznego punktu widzenia.

2. Mila Kunis – „To tylko seks”

 
 

No i spójrzcie: jeszcze raz Mila Kunis, która zwodzi nas swą fizycznością w romantycznej komedii, mającej rzucić nieco światła na zwyczaje godowe dwudziestolatków z 2012 roku. Kunis zagrała w niej z Justinem Timberlake’iem i musiała uczestniczyć w scenach seksu. Wprawdzie Mila była zadowolona, że może (jak sama wyznała) „pokazać trochę cycka”, ale nie była gotowa na nic innego. Trzeba mieć trochę godności, no nie?

W efekcie kiedy myślisz, że patrzysz na pupę Kunis, widzisz tyłek dublerki. Przy paru okazjach Mila wyznała, że z czasem pokaże wszystko. I trzeba jej wierzyć. Choć z drugiej strony to niepoważne, kiedy aktorka mówi „Dziś masz jedną, a jutro drugą. Nigdy jednocześnie” w kontekście swojej klatki piersiowej. Bądź poważna, Mila, albo daj spokój.

1. Jessica Alba – „Maczeta”

 
 

Poważnie? Wierzcie lub nie, ale ten moment, w którym – jak sądziliście – Jessica Alba pozwoliła wam podziwiać swoje obnażone ciało w „Maczecie”, był od początku do końca oszustwem! Wprawdzie Alba przy wielu okazjach potwierdzała, że nie stanie całkowicie naga przed kamerą, bo nie jest pogodzona ze swoim ciałem. „Nigdy nie nakręcę nagiej sceny w żadnym filmie – powiedziała. – Mogę być sexy, nosić seksowne ciuchy, ale nigdy nie będę naga”. Słyszycie ten jęk zawodu? To załamka miliarda facetów na całym świecie.

Tak czy inaczej: ta (nie)sławna scena pod prysznicem w „Maczecie” Roberta Rodrigueza powstała dzięki procesowi CGI. Podczas kręcenia sceny Alba miała na sobie bieliznę, którą wymazał w procesie postprodukcji najszczęśliwszy facet w Hollywood. Po co? Żebyś nie mógł powiedzieć, jak naprawdę zbudowana jest Alba? O co w tym chodzi? Przecież gdyby się rozebrała, efekt byłby taki sam. Jakoś nie potrafię tego zracjonalizować.

T.J. Barnard

(http://whatculture.com/film/8-actresses-who-tricked-you-into-thinking-you-saw-them-nude.php?utm_source=crowdignite.com&utm_medium=referral&utm_campaign=crowdignite.com)


Top 10 filmów dokumentalnych według dziennikarzy Guardiana

 
 

10. Człowiek z kamerą

Aby najlepiej zrozumieć ten niemy dokument z 1929 roku, trzeba wiedzieć, że – według pewnej wersji – egzotycznie brzmiący pseudonim reżysera, Dżiga Wiertow, chciał w ten sposób onomatopeicznie oddać dźwięk taśmy filmowej przesuwanej na stole montażowym (kto w epoce avidu wie, co to był za stół? – przyp. KJZ). Dla Wiertowa film był rodzajem tworzywa, kształtowanego przez człowieka, z drugiej jednak strony traktował go jako medium przekazujące prawdę o życiu.

Znajdując się pod wpływem futuryzmu i konstruktywizmu – podstaw radzieckiej awangardy – reżyser założył sobie nakreślenie powszedniego dnia radzieckiego miasta, badając zarazem możliwości zarówno taśmy filmowej, jak i kamery. Efektem jest mocny i niemal zakręcony kawałek kina – dzieło człowieka świadomego siły medium, bardziej czarodzieja niż biernego obserwatora. Istotnie, trudno przecenić wpływ tego filmu na kino światowe, ba – na całą sztukę, zapewne większy nawet niż mający premierę w tym samym roku „Pies andaluzyjski”. Wpływ, który trwa do dziś.

9 . Crumb

Robert Crumb jest człowiekiem, który zasłynął rysując zabawne lecz niepokojące obrazy dysfunkcyjnych Stanów Zjednoczonych, przyznając się do masturbacji nad własnymi pracami oraz do odczuwania seksualnego podniecenia na widok Królika Bugs w kobiecym przebraniu. Urzekający dokument Terry’ego Zwigoffa z 1994 roku ukazuje rysownika jako jednego z najbardziej odjechanych członków rodziny Addamsów. W ten sposób Crumb znalazł ujście dla swoich demonów, reszta rodzeństwa takiego szczęścia nie miała.

Film „Crumb” kreśli portret artysty jako chichoczącego, nieco wstrętnego głupka, który swoim piórkiem przesuwa granice dobrego smaku i ukazuje współczesną Amerykę jako rodzaj cyrku potępionych. Zwigoff - dawny przyjaciel, który zmienił się w dręczycielka – ściga go i w końcu przypiera do muru. Poważny artysta okazuje się ofiarą swego koszmarnego wychowania, od którego jedyną ucieczką były komiksy. Co z tego, że się od tego wyzwolił, skoro teraz mieszka z matką i łyka środki antydepresyjne, marząc o zabiciu młodszego brata. Film Zwigoffa jest czarny jak smoła i pokręcony jak precel. Nic dziwnego, że Crumb zareagował z przerażeniem , kiedy wreszcie zobaczył go na ekranie.

8 . Szare ogrody

Wyreżyserowane przez Davida i Alberta Mayslesów, „Szare ogrody” są z pewnością jednym z najbardziej hipnotycznych badań ludzkich zachowań jakie kiedykolwiek nakręcono. Jako efekt rozbitego lustra jest naprawdę bardzo frustrujący, ukazując poszczególne ułamki i fragmenty rzeczywistości, pozornie chaotyczne, lecz układające się w zaskakujący porządek. Film zrealizowany w w 1975 roku, przedstawia śwait dawno miniony, ale jednocześnie dokumentuje sprawę, która nie miałą prawa się wydarzyć. Oto dwie osoby z kręgu najzamożniejszych ludzi świata żyją w skrajnej nędzy, mroku i wśród kocich odchodów w modnej dzielnicy East Hampton.

Te osoby to Duża Edie i Mała Edie, film zaczyna się od wycinka gazety z krzyczącym tytułem: „Albo matki i córka posprzątają dom, albo wynocha!”, drugi natomiast informuje nas, że ta dziwna para to ciotka i kuzynka Jackie Kennedy. Kamera Mayslesów przyjmuje perspektywę obu kobiet, zaczyna się wędrówka po wielkiej, 28-pokojowej rezydencji, wizja życia po drugiej stronie lustra. Mała Edie miesza koktajle w słoikach po majonezie, kiedy matki mówi: „Chciał się z nią żenić Paul Getty, najbogatszy człowiek świata. Pamiętasz go, Edie?” To, co twórcom „Szarych ogrodów” udało się najlepiej, to podwójny portret pary ekscentryków. Dziś Mała Edie z ogoloną czaszką (nikt nie wyjaśnił dlaczego) jest ikoną kultury gejowskiej i świata mody – jako uosobienie oryginalnej prawdy.

7. A propos Nicei

Mniej więcej w tym czasie, że Dżiga Wiertow twierdził, że w „Człowieku z kamerą” odnalazł „absolutny język kina, wolny od obcych elementów, zapożyczonych z teatru czy literatury”, jego młodszy brat Boris Kaufman rozpoczął współpracę z Jeanem Vigo, rozpoczynający realizację filmu bez scenariusza, aktorów czy jakichkolwiek założeń.

Vigo był synem lewicowego anarchisty, którego uduszono w więzieniu, kiedy syn miał 12 lat i musiał tułać się po internatach, które opisał w swojej „Pale ze sprawowania”. Wstręt do munduru, szat duchownych i instytucji państwa towarzyszył więc Vigo od początku, co nieco kłóciło się z głęboko liryczną estetyką jego filmów. „A propos Nicei” jest więc zarazem zjadliwy i wykwintny. Pokazuje uroki miasta i jego mieszkańców – bogatą burżuazję, spacerującą promenadą. Za chwilę kamera przenosi się do robotniczych dzielnic, tętniących życiem, pełnych radości, wręcz hedonizmu. Kontrasty zdają się oczywiste, ale nie ma w nich jadu, wręcz przeciwnie jest liryzm i estetyczne wyrafinowanie, które znajdzie apogeum w trzecim i ostatnim filmie Vigo – świetlistej „Atalancie”.

6. Fahrenheit 9/11

Reakcja administracji Busha na ataki terrorystyczne na World Trade Center we wrześniu 2001 roku w ujęciu Michaela Moore zapisała się jako kasowy sukces filmu non-fiction w amerykańskich kinach: ani „Marsz pingwinów”, ani „Justin Bieber: Never Say” nie zbliżyły się do tego poziomu. Po zdobyciu Złotej Palmy w Cannes (z rąk Ouentina Tarantino) Moore dokonał nieoczekiwanego skoku z kina studyjnego do głównego nurtu – dzięki rzeszy zwykłych obywateli, których rodziny były uwikłane w tragedię.

Z dzisiejszej perspektywy „Fahrenheit 9/11” wydaje się prekursorem Wiki Leaks i sygnałem, że technologia cyfrowa stanie się istotnym narzędziem w walce o demokrację. I mimo całej swej dygresyjnej struktury, jest nieokrzesanym i pełnym wściekłości dowodem, że prawda i sprawiedliwość ciągle pozostają aktualne. Zapytany w 2009 roku, czy nie żałuje przyznania Złotej Palmy właśnie temu filmowi, Tarantino odpowiedział: „Zdaję sobie sprawę, że był to film chwili i dziś już nie ma takiej mocy jak wtedy, ale wówczas z pewnością zasłużył na Grand Prix”.

 

5. Smutek i litość

Pod koniec lat 60. telewizja francuska zamówiła u Maxa Ophülsa dokument o okupacji hitlerowskiej w latach 1940-44. Ophüls odkrył stare grzechy, dotarł do znanych świadków i przedstawił 265-minutową wypowiedź, która doprowadziła do wysadzenia w powietrze mitu Francji Vichy jako kolebki ruchu patriotycznego. Konsternacja była tak wielka, że Francuzi nie zdecydowali się na emisję filmu przed 1981 rokiem.

Zestawiając gładkie kroniki filmowe ze współczesnymi wywiadami, „Smutek i litość” wybiera Clermont-Ferrand jako odzwierciedlenie kraju którym rządzi marszałek Petain do słodkich piosenek Maurice’a Chevaliera. Kolaboracja jest normą, fryzjerka sprzedaje swoją przyjaciółkę gestapo, zaś kupiec o nazwisku Klein daje ogłoszenie do gazety, że warto u niego kupować, bo nie jest Żydem. Francja czuje się zaskoczona, ale szybko znajduje rozwiązanie, zwalając winę na klasę średnią: „Burżuje zawsze się bali”.

W drugiej połowie filmu na gruzach pojawiają się bohaterowie – członek władz miejscowego ruchu oporu, jakiś żydowski polityk, który uciekł z więzienia, grupa licealistów, którzy związali się z Resistance i zginęli. „Nasze ulice noszą ich nazwiska – mówi z dumą ich nauczyciel, który w czasie wojny nie zrobił nic.

4. Nanook z Północy

Film Roberta Flaherty’ego jest dla dokumentu tym, czym „Narodziny narodu”: Griffitha dla fabuły. Ten film stworzył kanon reguł filmu dokumentalnego, budząc szereg kontrowersji – między innymi obserwacja czy interwencja, zapis rzeczywisty czy odtworzenie zdarzeń - których echo odzywa się do dziś w sporach praktyków.

Flaherty mieszkał przez kilka lat wśród Eskimosów, filmując ich życie codzienne. Większość materiału przepadła w pożarze, wrócił więc na wyspę i sfilmował wszystko jeszcze raz, ograniczając się do jednego człowieka i jego rodziny.

W tym momencie narodził się dokument antropologiczny. Flaherty nie obserwował rzeczywistości, ale odtwarzał dawny styl życia – pamiętany jeszcze, ale stopniowo zarzucany. Wielu Eskimosów polowało już z karabinami, nosiło gumowe, wodoodporne kombinezony zamiast ubrań z foczej skóry. Nie było to prymitywne plemię myśliwych i zbieraczy, ale w większości pracownicy faktorii Flaherty’ego, wśród nich był też operator filmu.

Sposób, w jaki Flaherty nakręcił swój film stał się podwaliną nie tyle dokumentu, ile sposobu myślenia o dokumencie – kwestiach pozostając nierozstrzygniętymi do dziś.

3. Grizzly Man

Werner Herzog twierdzi, że jego filmy dokumentalne są fabułami „w przebraniu”. Nikt jednak nie chciał mu uwierzyć aż do premiery filmu o fatalnym przypadku Timothy’ego Treadwella. Chociaż dokumenty zawsze były integralną częścią filmografii Herzoga, dopiero „Grizzly Man” okazał się najbardziej reprezentatywnym dziełem dla tej części dorobku reżysera: ludzkie życie, niewiarygodna prawda i charakterystyczna dla twórcy perspektywa.

Film Herzoga spełnia wymogi gatunkowe swoich czasów, kiedy prosta relacja przestała już wystarczyć. Reżyser nadał swojej opowieści trzyaktową strukturę, skomplikowaną emocjonalnie i pełną zwrotów akcji. Chociaż pamięć o niedawno zmarłym aktywiście ekologicznym była jeszcze żywa, Herzog zaczął drążyć całą historię, dowodząc z czasem, że bohater, który przedstawiał się jako znawca dzikiej przyrody, w rzeczywistości nim nie był.

Herzog zdaje się być w swoim żywiole, śledząc postępowanie Treawella, a nawet wsłuchując się w nagranie śmieci Treawella, zaatakowanego przez głodnego niedźwiedzia. Rezultatem jest film, który ujawnia stosunek Herzoga do życia i twórczości. „Wierzę, że charakter wszechświata określa nie harmonia, ale chaos – wrogość i morderstwo”. Nawet Attenborough (David, brat Richarda, producent słynnych filmów przyrodniczych BBC – przyp. KJZ) nie określił natury dosadniej.

2. Cienka niebieska linia

Teza, że policja jest cienką niebieską linią oddzielającą praworządne społeczeństwo od anarchii jest tyleż wygodna co kompletnie fałszywa, czego dowiódł w swoim świetnym filmie Errol Morris. Randall Adams, oskarżony o zabicie policjanta w Dallas, w Teksasie, w 1976 roku, był szukającym pracy robotnikiem, bez motywu do mordowania. Z kolei nastoletni David Harris, wykryty przez Morrisa jako potencjalny sprawca, był wielokrotnie skazywanym drobnym przestępcą, który chwalił się popełnioną zbrodnią. Historia o tym, jak Adams trafił do celi śmierci a Harris został puszczony wolno to opowieść o konflikcie motywów i wspomnień, małomiasteczkowych uprzedzeń i podstawowych błędów – zarówno samego Adamsa, jak i całego wymiaru sprawiedliwości.

Ostatecznie „Cienka niebieska linia” doprowadziła do zwolnienia Adamsa, co wydaje się szczęśliwą kodą do filmu, jednak nie zmienia to ponurej wymowy filmu. Morris opowiada w sposób liniowy, eksponuje detale, stosuje prosty montaż, rekonstruuje fakty, a hipnotyczna muzyka Philipa Glassa pomaga wyciągać wnioski, do których nie potrafi dojść prawnicy i policjanci. Konfrontując dowody z fikcją Morris rozpracowuje prawdę jak nikt inny nie potrafi.

1. Shoah

Jean-Luc Godard często powtarza, że największa zbrodnią w historii kina – a może największym zaniechaniem - był brak medium, które dałoby świadectwo największej zbrodni XX wieku: Holocaustowi. Tego zaniechania nie sposób nadrobić – twierdzi Claude Lanzmann, reżyser „Shoah”, który nie ukrywa pogardy dla tych, którzy tego – jak choćby Spielberg – próbowali.

Kiedy on sam podchodził do tematu wojny przeciwko Żydom, kręcąc „Shoah”, odrzucił wszelkie materiały archiwalne, opierając się wyłącznie na własnych wspomnieniach twarzy i miejsc: tych, którzy przeklinają, że przeżyli, ich obozowych oprawców, biurokratów odpowiedzialnych za ludobójstwo na skalę przemysłową, polskich chłopów, którzy odmawiali pomocy, żydowskich członków nocnych Sonderkomandos, którzy rozbierali, golili a potem palili ciała skazanych na śmierć. Wszystkie te obrazy są wmontowane we współczesne krajobrazy, takich miejsc jak obozy w Auschwitz, Treblince czy Chełmnie, płytkich grobów zalanych wapnem czy ludzkich kości wystających z gliny. Unikający rozgłosu naziści i byli oficerowie SS nakłonieni do wyznania swoich win przed ukrytą kamerą oraz polscy chłopi kompromitujący się własnymi wyznaniami.

Efekt – dziewięcioipółgodzinny film jest niczym monument ku czci straconych. Ta długość jest rodzajem kary: wszystkie dialogi – po niemiecku, polsku i w jidysz – są powtarzane przez tłumaczy i opatrzone francuskimi napisami. To rodzaj męki, która powraca wraz ze wspomnieniami. Lanzmann czekał na ten film całe życie. Był nastolatkiem na fałszywych papierach (jak wszystkie rodziny, które przeżyły), kiedy trafił do ruchu oporu. Po wojnie czekał cały rok na powrót rodziny z Niemiec – wróciła jedna osoba. Film powstawał sześć lat i był kręcony w 14 krajach w połowie lat 70., potem montowano go kolejne cztery lata, ostatecznie premiera odbyła się w 1985 roku. „Shoah” zdobył światowy rozgłos wkrótce potem, jak Francja ściągnęła z Boliwii Klausa Barbie. Ten sukces wpisuje się odzyskiwanie żydowskiej tożsamości i samoświadomości, co nastąpiło już po wojnie sześciodniowej (1967 roku – przyp. KJZ) i procesach zbrodniarzy wojennych w Niemczech Zachodnich w latach 60.

Film okrzyknięto arcydziełem, choć wzbudził wiele kontrowersji, zwłaszcza w Polsce, gdzie dostrzeżono, że Lanzmann dąży do potępienia całego narodu polskiego (czemu twórca nie zaprzeczył) niewidząc przy tym cierpienia Polaków pod hitlerowską okupacją. Tym niemniej gargantuiczny „Shoah” nie ma sobie równych w historii dokumentu.

 

(http://www.theguardian.com/film/filmblog/2013/nov/12/top-10-documentaries).


Biblia kinomana AD 1929